• Wersja dla niedowidzących
  • Blogs in English
  • Blogi po rosyjsku
Blogi
Maria Przełomiec pyta o Wschód

piksel

piksel

31 sierpnia 2016

Czy możliwa jest inwazja Putina na pełną skalę na Ukrainę?

autor Maria Przełomiec





John R. Deni | Instytut Studiów Strategicznych, Akademia Wojskowa Stanów Zjednoczonych (SSI); obecnie pracuje nad monografią dotyczącą strategii Zachodu wobec Rosji po kryzysie na Ukrainie

Otwarta inwazja putinowskiej Rosji na Ukrainę jest całkowicie możliwa. Rosyjski prezydent podobno nakazał rozmieszczenie dziesiątków tysięcy rosyjskich żołnierzy wzdłuż wschodniej granicy Ukrainy, zmobilizował rosyjskie siły stacjonujące na okupowanym Krymie, a ostatnio zarządził ćwiczenia rosyjskich oddziałów w Naddniestrzu graniczącym z południowo-zachodnią częścią Ukrainy. Putin niewątpliwie zlecił także ostrzeliwanie ukraińskich pozycji przez wspieranych przez Rosję separatystów w Donbasie, który to ostrzał dramatycznie wzrasta. Wszystko to wydaje się świadczyć o zwiększonej gotowości bojowej.

Pytanie powinno brzmieć jednak, czy rosyjska inwazja na Ukrainę na pełną skalę jest prawdopodobna? Biorąc pod uwagę ryzyko zmiany status quo, rosyjskiej agresji raczej spodziewać się nie należy i to z kilku strategicznych powodów. Po pierwsze, Rosja pragnie normalizacji stosunków gospodarczych z Zachodem – inwazja na Ukrainę spowodowałaby jedynie kontynuację, a może i zwiększenie zachodnich, antyrosyjskich sankcji. Po drugie, Rosja chce także normalizacji dyplomatycznych i politycznych kontaktów, a otwarta inwazja na Ukrainę spowodowałaby jedynie dalszą izolację. Po trzecie, Moskwa wciąż wyraźnie dąży do wywołania rozłamu wśród zachodnich sojuszników, co jest zarówno środkiem, jak i celem samym w sobie – inwazja na Ukrainę z dużym prawdopodobieństwem spowodowałaby zaostrzenie relacji Rosji z NATO,  włączając w to dalsze działania Sojuszu na rzecz wzmocnienia środków zapewniania bezpieczeństwa oraz odstraszania w Europie Wschodniej.  

W tej sytuacji, bardziej prawdopodobne niż otwarta inwazja jest wykorzystanie m.in. ćwiczeń wojskowych oraz innych prowokacji do zdestabilizowania Ukrainy politycznie, wojskowo i gospodarczo. W ten sposób Rosja dalej będzie utrzymywała zamrożony konflikt w pobliżu swoich granic, a tym samym zachęci do odpływu kapitału z Ukrainy, ograniczy jej rozwój, a także zmniejszy szanse na dalszą integrację Kijowa z instytucjami euroatlantyckimi, takimi jak Unia Europejska.

  

Dr Gustav C. Gressel | ekspert Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych (ECFR), Berlin

W połowie sierpnia rzekomy terrorystyczny spisek na Krymie znów wywołał napięcie pomiędzy Rosją a Ukrainą. Rosja nagle wzmocniła swoją wojskową obecność na półwyspie i przeprowadziła ćwiczenia wojskowe w Naddniestrzu, co skłoniło Ukrainę do postawienia kolejnych jednostek bojowych w stan najwyższej gotowości. To wywołuje pytanie, czy Rosja jest gotowa do dalszej militarnej eskalacji konfliktu i jak Ukraina może temu przeciwdziałać?

Lokalne źródła oceniają, że Rosja obawiała się ofensywy Kijowa przed ukraińskim Dniem Niepodległości (24 sierpnia) i chciała Ukrainę powstrzymać. Choć ukraińskie siły zbrojne nie miały ani zamiaru, ani możliwości, by taką ofensywę przeprowadzić, nie jest niemożliwe, że przywódcy Rosji uwierzyli, iż Kijów jest w stanie popełnić tak fatalny błąd. Rosyjskie „dane wywiadowcze” często są bowiem tworzone w kuriozalny sposób, opierając się na wymyślonych historiach lub najbardziej absurdalnych i mętnych teoriach spiskowych. Zachód musi zrozumieć, że Kreml podejmuje szereg ważnych decyzji, opierając się właśnie na takich idiotycznych historiach, nie mających nic wspólnego z rzeczywistością. To jest powód dla którego NATO, by zapewnić bezpieczeństwo musi postawić na środki odstraszania, bez względu na wielość trwających właśnie zachodnio–rosyjskich „dialogów”.   

W teorii, jeżeliby Rosja w pełni zaangażowała swoje siły zbrojne, mogłaby w każdej chwili militarnie wymazać Ukrainę z politycznej mapy Europy. Ale takie rozwiązanie nigdy realnie nie wchodziło w grę. Prawdziwe pytanie brzmi, jaką cenę Moskwa jest gotowa zapłacić za pragnienie rządzenia Ukrainą (lub tym, co z niej zostało) i jak Kreml sprawi, aby jego własne społeczeństwo przełknęło koszty z tym związane? W marcu 2014 roku cena inwazji na Ukrainę była niska, a ukraińskie siły zbrojne znajdowały się w opłakanym stanie. Teraz tak już nie jest.

W ciągu ostatnich dwóch lat możliwości ukraińskiej armii znacznie wzrosły, co pozwoliłoby taktycznie i operacyjnie znacznie skuteczniej odpowiedzieć na rosyjską ofensywę. Jakość oficerów i dowódców wojskowych zdecydowanie się poprawiła, nabyli doświadczenia i przeszli weryfikację. Zwiększyło się wynagrodzenie, a nowa logistyka dostaw na front oraz opieka medyczna znacznie poprawiły morale i dyscyplinę wśród ukraińskich żołnierzy. Dzięki włączeniu ochotniczych batalionów do regularnej armii, zyskały one dostęp zwłaszcza do broni przeciwpancernej, dzięki czemu stały się bardziej odporne na ataki przeciwnika. Na linii frontu nie ma już dużych słabych punktów, przez które rosyjski atak mógłby sforsować ukraińskie linie i oskrzydlić siły Kijowa. Każda próba uczynienia tego, spowodowałaby znaczne rosyjskie straty i w ludziach, i sprzęcie.

Dodatkowo faktyczna rosyjska okupacja w obwodach donieckim oraz ługańskim odstrasza Ukraińców od popierania jakichkolwiek ruchów separatystycznych. Co więcej, setki tysięcy uchodźców opowiada o fatalnych warunkach  panujących w Donieckiej i Ługańskiej Republikach Ludowych. Z kolei miasta wyzwolone od separatystów jesienią 2014 roku stanowią dużą pomoc w ukraińskim wysiłku wojskowym. Mimo niezadowolenia z przywództwa politycznego w Kijowie, Ukraińcy mają silne poczucie patriotyzmu i – w szczególności na wschodniej Ukrainie – raczej będą walczyć i zginą na froncie niż znosić rosyjską okupację.

Z drugiej strony, oddziały DRL/ŁRL stanowią dosyć niespójną zbieraninę bojowników o wątpliwym pochodzeniu i motywacji. Zimą 2015 roku Rosja starała się te siły przeorganizować, podporządkować dowództwu rosyjskich oficerów i wyeliminować najbardziej zawodne elementy. Wartość bojowa tych jednostek jest jednak wciąż niska i w przypadku cięższych walk samozwańcze „republiki” muszą polegać na regularnej rosyjskiej armii. Ta ostatnia wciąż ma przewagę nad armią ukraińską pod względem wyposażenia, gotowości bojowej i wyszkolenia, ale te różnice maleją. I nawet jeśli uwzględnić dodatkową rosyjską przewagę operacyjną wynikającą z geografii, jakakolwiek ofensywa Kremla wiązałaby się z wysokimi kosztami – a nawet jeśli zakończyłaby się powodzeniem, prawdopodobnie zaowocowałaby powstaniem silnego ukraińskiego ruchu oporu przeciwko okupantom. Już dzisiaj Rosja ma problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników administracyjnych dla Donbasu i musi finansowo wspierać region. Te obciążenia będą rosły z każdą przejętą częścią Ukrainy.

Do tej pory Kreml przedstawia wojnę w Donbasie jako “ukraińską wojnę domową”, ukrywając przed własnym społeczeństwem swoje wojskowe zaangażowanie. Starty są tuszowane, a doniesienia o rosyjskiej roli starannie „wymazywane”. Rosyjskie agencje bezpieczeństwa podjęły wiele wysiłków, aby „ocenzurować” żołnierzy, którzy publikowali informacje o swoich działaniach  w mediach społecznościowych. Od zimy 2015 roku dokonywane są częstsze rotacje rosyjskich oddziałów i tylko nieliczne z nich wkroczyły do Donbasu, raczej stojąc w gotowości bojowej  blisko granicy. Ale wszystko to będzie bardzo trudno ukryć, jeżeli Rosja zaangażuje na Ukrainie większe siły i poniesie starty liczone w dziesiątkach tysięcy żołnierzy. To nie tylko wywoła niepokoje społeczne. Rosyjscy wojskowi są niezadowoleni z prowadzenia „skrytej wojny” – bez medali, chwały i pogrzebów bohaterów. Stąd w rzeczywistości Rosja coraz bardziej niechętnie patrzy na  angażowanie swoich sił  zbrojnych w Donbasie.

Konwencjonalną wojnę z Ukrainą należy także rozpatrywać w innej narracji. Rosyjskie władze wciąż łudzą się, że będą rządzić Ukrainą jako swoją strefą kolonialną, Moskwa ma jednak trudności z przyznaniem, że walczy przeciwko, do niedawna bratnim, Ukraińcom. Spór z Turcją pokazał, że Kreml może w ciągu jednej nocy diametralnie zmienić  narrację swojej polityki zagranicznej, może poprzez skuteczną propagandę sprawić, że społeczeństwo przełknie nawet najbardziej oszałamiające skręt w politycznym dyskursie. Jednak ewentualna inwazja na Ukrainę, bez poruszenia kwestii walki z Ukraińcami, to zadanie bardzo trudne nawet dla kremlowskich spin doktorów.

Jednak z drugiej strony, skąd pewność, że to  Kijów jest rzeczywistym adresatem zastraszania ze strony Rosji? Na Zachodzie istnieje bardzo wiele obaw przed dalszą eskalacją konfliktu. A Rosja częściowo gra na chwiejne stanowisko Zachodu, który z jednej strony nie może porzucić Ukrainy, ale z drugiej nie ma ochoty za nią walczyć. Moskwa stara się wykorzystać tę sprzeczność, podbijając stawkę i podejmując coraz bardziej ryzykowne działania – licząc, że w pewnym momencie Zachód stchórzy, zaakceptuje kremlowską interpretację porozumień mińskich i wycofa się ze wspierania Kijowa. Właśnie temu celowi w dużym stopniu służy grożenie eskalacją. Zwłaszcza, że większości zachodnich – a zwłaszcza europejskich – liderów obce są kwestie wojskowe i dają  się łatwo zastraszać  rosyjskiej sile militarnej.

Jak przeciwdziałać temu zastraszaniu? Powinna odbyć się poważna dyskusja na temat zwiększenia bezpieczeństwa Kijowa, wychodząca poza luźne związki dwustronnej współpracy i partnerstwa NATO z państwami trzecimi. Gwarancjami bezpieczeństwa dla niezajętych terytoriów byłby mocny sygnał ze strony Zachodu. Niestety w chwili obecnej nie jest to realne (częste naruszanie czerwonej linii w Syrii i ciche przyzwolenie na naruszanie memorandum budapesztańskiego i tak już dramatycznie zmniejszają jego potencjalną wartość). Kolejnym mocnym ostrzeżeniem byłyby dostawy tzw. uzbrojenia obronnego. Pomimo europejskiej frustracji z powodu powolnego tempa reform w Kijowie, trzeba przyznać, że w ukraińskim sektorze obronnym, postęp zmian i reform  jest naprawdę niezwykły. Zachód ma wielu znacznie mniej pewnych i bezpiecznych niż Kijów  klientów na Bliskim Wschodzie oraz w Azji Południowej i bez  wyrzutów sumienia, zawiera z nimi umowy na dostawy broni. I jeszcze jeden argument – dostarczanie uzbrojenia na Ukrainę będzie  sygnałem dla Kremla, że zachowując się agresywnie, Rosja niszczy wszelkie ograniczenia, jakie  Zachód nałożył na swoją politykę. I to jest chyba jedyny sposób zmuszenia Kremla, by zachowywał się inaczej.   

podziel się:
facebook
twitter
gogole+
linkedin
rss
 
 
Portal PISM wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności portalu. zamknij